Zapiekanka teściowej i parapet.

Witaj. Poniedziałek. Nowy tydzień, nowe możliwości. I w końcu pogoda. Oczywiście deszcz potrzebny. Już trawka soczyście zielona. Aż chciałoby się schrupać. Prace w ogrodzie pełną parą, a zwłaszcza między deszczami, wtedy jest większa pewność, że coś przesadzone się przyjmie. I pamiętajcie jak coś przesadzać – To z jak największą bryłą korzeniową – obwód taki jak ma korona krzewu, drzewa…. 🙂
Dzisiaj chcę się z Tobą podzielić przepisem na zapiekankę. Przepis dostałam kilka, ładnych lat temu od teściowej 🙂 trochę jest pracy, a jak będziecie ją częściej robić to się domyślicie czemu akurat nazywa się zapiekanka teściowej 🙂

Składniki na ciasto i pomieszanko.
1 gęsta śmietana, 1szkl.majonezu, wymieszać, dodać dwa jajka, wymieszać i dodać trochę, bo około pół szklanki mąki, potem łyżeczkę sody rozpuszczoną w łyżeczce octu, znowu wymieszać i dodać znów pół szkl.mąki, razem potrzeba szklanka mąki. Ciasto ma być jak na naleśniki. Mi czasami wychodzi więcej tej mąki, żeby tez ciasto nie było zbyt lejące… A maki mamy jakie mamy. Na szczęście po latach doszłam do tej, która sprawdza się zarówno na pierogi, na kołduny czy manty …ale o tym w innym poście.

Pozostałe składniki pokrojone w plasterki, czyli warzywka i mięsko – kroimy w plasterki piersi kurczaka , dwie wystarczą, ziemniaczki, z 8 takich średnich, ciut większych. Nie za wielkich, bo plastry będą za duże i nie za grube. Ciut grubsze plastry jak na smażone na oleju frytki. I ze 3, 4 cebule jak i marchewki.

Blaszka jest w wymiarach plus, minus 35na 30. Zaczynamy od wysmarowania blaszki olejem i kolejno wykładamy składniki.  Najpierw wykładamy ziemniaczki, solimy. Pamiętajcie aby zawsze posolić pyrki.  Na Tak wyłożone pyrki lejemy ciasto. Podziel sobie ciasto pi razy drzwi na 3 , 4 części w misce, znaczy na oko, najważniejsze żeby na samą górę ciasta starczyło… i też za dużo nie wylewaj na początku. Bo chodzi, by ciasto się upiekło a nie wyszedł zakalec… Ale zakalce też lubimy i są lubiane. I mi też za pierwszym razem nie wyszło idealnie. Albo najlepiej gdy mamy w miseczce pyrki od razu je posolić, by potem nie zapomnieć… A ja mam sklerozę i zawczasu Ci mówię… Że tak będzie. hihi

Dalej znowu wykładamy pyrki, solimy, wykładamy pokrojone piersi kurczaka, marchewkę i cebulkę, znów wylewamy na to ciasto.

I znowu dalej wykładamy ziemniaczki, solimy, teraz dałam odwrotnie, najpierw cebulkę, potem mięsko i marchewkę i na to reszta ciasta. Wzruszyć widelcem w kilku miejscach, żeby ciasto weszło w zakamarki. Na koniec przełożyłam małymi kawałeczkami ziemniaczków, zasmarowałam ciastem i posypałam pieprzem. Piekę około godziny, jako, że każdy piekarnik jest inny, a ja już mam starte cyfry na piekarniku swoją zapiekane piekę w temp. takiej jak pieczemy biszkopta. Lubię swój piekarnik, jestem do niego przyzwyczajona i znam jego działanie, kiedy lepiej grzeje, kiedy gorzej i nawet o jakich porach dnia. Piszę o tym dlatego, że mieszkam głęboko w lesie i jesteśmy ostatnim domem. Prąd nie dopływa w całości... ja to mówię. Ostatnie ogniwo dostaje najmniej.
Zapiekanka teściowej się piecze to pokaże Ci co dzieję się na parapetach. Najpierw musiałam przeprowadzić rozmowę z osobami, które mi po prostu zaczarowały surfinie… Kilka tygodni temu już bardzo ładne sadzoneczki popikowałam do osobnych doniczek… Ktoś tam zobaczył, drugi zobaczył…i wow ze czterdziestu paru sadzonek, ładnych sadzonek zaczęło zostawać coraz mniej… Surfinie zostały zauroczone. Ale tez nie ma co zwalać winę na ludzi. Niestety wiosna, wiosną ale pogoda nie rozpieszcza. W moich stronach bardzo dużo pochmurnych, deszczowych, zimnych dni.
W ogrodzie wciąż na rabatach poprzykrywane roślinki gałązkami świerkowymi. Gdy ładna pogoda wtedy odkrywam. Wystartowały już byliny letnie i powschodziły lilie.. Więc teraz przymrozek może im zaszkodzić. Wolę dmuchać na zimne i więcej chodzić, okrywać. Niż później płacz i niezadowolenie. Bo gdy teraz coś zmarznie, no lilia już niestety nie zakwitnie. Lepiej zadbać wcześniej niż jak już będzie za późno, i Tak jest tez z naszym zdrowiem. Duży wpływ na nasze samopoczucie ma też pogoda i temperatura, czyli otoczenie ma znaczenie. Ludzie jakimi się otaczamy i środowisko. I tak pogoda ma ogromne znaczenie dla roślin, które uprawiamy na parapetach już wczesną wiosną. Jakie wieści z parapetu ?

Ogólnie nie jest źle. Rok rocznie pamidory, tak czasami tez nazywam moje dzieci. Tak, tak, pamidory to moje dzieci. I tak się w tym roku skusiłam na czarne i białe. I na paprykę, o której tylko słyszałam, gdzieś, kiedyś. No o tym nie będę pisać. Bo przyciąga nie powiem – swoją uwagę, wyglądem. Ale nie wiedziałam, że jest ostrzejsza od tej najostrzejszej na J 😉 Kiedyś już tej ostrej mega ostrej spróbował mój brat, wziął tylko kęsa. Dobrze, że było mleko w lodówce. Kurcze nie było wtedy fajnie, bo brat zrobił się czerwony jak burak i już myśleliśmy, że pojedziemy na pogotowie. Mam nadzieję, że z tą papryczką nie będzie przebojów. I na spokojnie będzie po prostu dla ozdoby lub jako dodatek do adżyki. Udało się wyhodować swoje własne bambusy, rukiew wodną, niestety reszta poległa, brak słońca bardzo zaszkodził… I jak widać słońce ma ogromne znaczenie i też warto doniczki postawić na podwyższeniu i obracać co jakiś czas bo rośliny strasznie ciągną po takiej przerwie do słońca.

Zapiekanka teściowej się wciąż piecze… Trzeba sprawdzać, pilnować i nawet można od razu przekroić, pokroić jak ciasto na kawałki… Ja już mam przyszykowane talerze i keczup 😉

A zdjęcia z parapetu. Widzisz już mam sklerozę.. Bo biegam tu i tu.

Zawsze szykuje wcześniej talerze, widelce, by mieć więcej czasu na inne zajęcia. Pikowanie to bardzo ważny zabieg dla roślin. Zwłaszcza dla pomidorów. Lepiej rozrastają się korzonki i już gdy są dwie pary liści można przeprowadzić ten zabieg, tak jak u surfinii. Papryki i arbuzy nie lubią przesadzania. Dlatego ja od razu w dużą doniczkę sieję i potem prosto do tunelu foliowego. Pomidory sadzimy tak głęboko jak znajdują się ostatnie liście. I znowu będą rosły wyżej i wyżej. O tej porze ja nawet zasilałam gnojówką z pokrzyw. Ale tych pokrzyw jeszcze u nas nie ma, więc cierpliwie czekam. Wierzę, że po tych deszczach w końcu wyjdzie słonko na wiele, wiele dni… Nie tak jak wcześniej na dzień, dwa. To za mało.
Ja chcę wiosnę…Sad już chce buchnąć ale waha się. Pomalutku listki się otwierają ale nie kwitną… o tej porze mirabelki kwitły jak oszalałe, świdośliwa, czereśnie, borówki kamczackie… teraz wszystko czeka. Natura wie co robi i tak samo my, intuicja nigdy mnie nie zawiodła. W końcu to kobieca intuicja. HIHI. Żartuję, czasami zawiodła, ale to wymaga głębszych przemyśleń… bo może nie robimy tak jak pisze na instrukcji, chcemy sami spróbować, czy zadziała coś, jakie będą rezultaty. I tak jest z zapiekanką.

Wcześniej napisałam, że mi też nie wychodziła na początku. Znaczenie ma też jakich składników używamy, jakiej jakości są … i mąka. Teściowa dziwiła się kolorem naszej mąki. Taka prawda, jaka mąka – taka jakość. I nie przejęłam się kiedy nie wyszła. Nie upiekła się tak jak zapiekanka teściowej. Ale za to była przesmaczna, mniamuśna. Totalnie inne smaki, znam już kuchnie rosyjską. Więc to są totalnie inne smaki niż w naszej tradycyjne kuchni. Wyglądem się dużo nie różni ale smakiem już tak. Nawet do takiej spokojnej zapiekanki teściowej można dodać odrobinę pikanterii- rzeżuszki 😉

Jak widzisz,na zdjęciu wyżej, dzisiaj niesamowicie słonko zagląda o domku. Grzeje od samego ranka, ptaki śpiewają, temperatura na termometrze coraz więcej stopni pokazuje. Wogóle to miło bardzo było już wcześnie rano posiedzieć na tarasie. Już mebelki na swoim miejscu tarasowym ale i tak lubię z kubkiem kawy posiedzieć po prostu na schodach. Patrze tam daleko w las jak butelki zapełniają się wodą brzozową. Ta pogoda taka figlarna, że nie mogliśmy trafić. A przecież chcemy się napić wody brzozowej a nie wody deszczowej. A wielu też myli wodę brzozową… a ona jedynie, bo aż hihi różni się i kolorem i smakiem, dlatego tam daleko na wschodzie bardzo dbają o takie lasy brzozowe. Nie tylko o wodę ale na wschodzie mają ludzie swoje tradycje ślubne nawet. Ale o tym również w innym poście.
Coraz lepiej zapowiadają pogodę, znaczy coraz więcej słonka, cieplej. Więc to też już będzie lepsza pora na dalszy siew warzyw. U nas mimo chłodu rzodkiewka i groszek bardzo ładnie wzeszły. Nie robię siewek w domku, chyba parapetów by mi zabrakło i też już niektóre doniczki po prostu wylądowały przy drzwiach tarasowych. Więcej światła, nawet ciepła. Mimo że palone w centralnym jeszcze przecież dzień w dzień nie rosło wszystko tak jak bym chciała. Ale uwaga, ja co roku tak mówię. A ino już wsio pójdzie na ogród, w mgnieniu oka rośnie jak szalone. Oczywiście to też za sprawą nawozów. Nawóz koński i gnojówka z pokrzyw robią swoje.
Ale wiadomo trzeba uważać, żeby nie spalić już na starcie rośliny. To widać z resztą. I każdy amator to dostrzega przy pierwszych dniach czy tygodniach. Bo najpierw ważna jest temperatura, najlepiej bardzo dobrze zamykać tunele zwłaszcza na noc. Rośliny przez pierwsze dni się hartują, moga nawet się położyć, jakby zmarnieć, ale jak już dostrzegasz zmiany na lepsze to juz będzie tylko lepiej. Jak widać moje nawet leżą na parapetach. I dlatego co jakiś czas doniczki obracam… kilka dni znowu stoją rośliny na baczność a za chwilę znowu leżą… I tak w kółko nawet na parapetach się dzieje…

Zapiekanka teściowej już prawie gotowa, bo gdybym zagadała już by się spaliła, ale na kilometr czuć jak dopieka się zapiekanka. Także już życzę Smacznego 🙂 i koniecznie daj znać, jak smakowała. Bo nawet u mnie najmłodsi ją uwielbiają. Gdy jest kolorowo to wtedy smakuje… jak kolorowa pizza czy po prostu dla nas zupa z mnóstwem warzyw, zupa ratatuj. Jeszcze zanim powstał ten film ze szczurkiem- co to wymyślił zupę ratatuj. Mi się przypominają czasy dzieciństwa, bo najlepszą zupę ratatuj robił mój tato… I ja dziś też taką serwuję moim pociechom. Mało tego zajadają i proszą o dokładkę, nawet mój niepełny 3latek.

Zapiekanka teściowej gotowa. Idealna na każdą porę roku… Nawet latem, gdy skwar, nawet zimą… Ja polecam. I nawet myślę o innych dodatkach, typu podsmażane pieczarki, paprykę, którą też czasami dodaję. Pomysłów jest wiele.

To by było na tyle. Życzę udanej zabawy w ogrodzie i smacznego .

Pozdrawiam. Agata

Facebook Comments

12 Replies to “Zapiekanka teściowej i parapet.”

  1. Ciekawy przepis, trochę pracochłonny. Byłam kilka razy w Rosji, zaskoczyło mnie kilka potraw. Wymieniłaś kilka słów nieznanych, np. manty.
    Agatko, pozdrawiam serdecznie.:)

    1. Wow. Celinko nie wspominałaś … To po cichutku zazdroszczę. U mnie odwrotnie. Rosja przyjeżdża do nas hihi. Tak manty. Najsmaczniejsza potrawa, na parze. Pokazywałam już ale i pokaże jeszcze będzie okazja. Pozdrowionka.

  2. Bardzo smakowicie wygląda i tak też pewnie smakuje:)
    U nas znów zimno, mokro i wietrznie ale kilka dni było całkiem ok. Na parapetach też mam pełno, głównie pomidorów. Reszta warzyw w szklarni. Czekam na maj bo podobno przyniesie dużo ciepła. Lepiej późno niż wcale.
    Miłego weekendu Agatko!

  3. Bardzo interesująca potrawa i bardzo smacznie wygląda.
    U mnie też sporo roślin ( szczególnie tych ciepłolubnych) na parapetach.
    Dzisiaj nocą ma być – 5 a jutro – 4. Pod foliakiem oprócz grzejnika musimy dziś zapalić wkłady do zniczy aby nie zmarzły pomidory i fasola szparagowa.
    Serdecznie pozdrawiam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *