Kalina.

Hejka dzisiaj przychodzę do Ciebie z fajnym kwiatkiem… O takim fajnym, że kalina to nie taki mały kwiatek jak się wydawać może. Kalina to potężny krzew. Chociaż bywają odważni, co spróbowali lub próbują nadal inaczej prowadzić te dość szybko rosnące drzewo lub krzew po swojemu.

Ja to zrobiłam po swojemu- metodą prób i błędów. Czyli żeby uzyskać to co sobie wyrysowałam. Najpierw czekałam oczywiście na sadzonki. Wiele czytałam na ten temat. Najpierw czym jest to drzewo jak gdzieś zobaczyłam, czy ten krzew… Bo rośnie tez w takiej formie… Z biegiem lat można to fajnie uformować… Kalina nie boi się cięcia. Ważne, żeby to robić dopiero po przekwitnięciu… Kalina zawiązuje pąki kwiatowe na tegorocznych pędach. I to jest duży, a nawet mega wielki plus, że nie musimy się martwić, że zimą paki mogą nam zmarznąć. Jak to jest w przypadku azalii, rododendronów. I tak jak kiedyś wspomniałam. Już sama nazwa – azalie to dużo dla mnie mówi, czy rododendron-, różanecznik. Że jednak takie krzewy wymagać będą więcej uwagi, i chodzenia przy tym. Bo są to jedne z krzewów najbardziej narażone na szkodniki. Ale o tym w innym poście…

Kalina jako jedno z dosyć szybko rosnących drzew lub krzewów- ma może to dla jednych plus , dla jednych będzie minusem. Kalina, gdy się dość mocno gałęziami poprzykłada do ziemi… wyda swoje dzieci jak to mówię. Z jednej gałęzi, z tej która przylega do ziemi , może powstać kilka sadzonek… odcinamy je sekatorem i możemy wsadzić do doniczek, by podarować komuś w prezencie lub posadzić sobie w ogrodzie. Jeszcze kilka lat temu nie wiedziałam o tym, że kalina ma takie dla mnie mega plusy… I takim sposobem w jednym roku pozyskałam kilkanaście sadzonek… Plus dla mnie ogromny. Nie musiałam jeździć do szkółki, pieniądze zaoszczędzone… i szpaler kalin rośnie plus do tego można podarować w prezencie dla znajomej 😉

Kalinę zaliczam do łatwych w uprawie… ponieważ jak żaden inny krzew w tak krótkim czasie nie miał takich rocznych przyrostów i sobie tak świetnie radzi. Gdzie w naszym ogrodzie ziemia nie najlepszej klasy. A przypomnę, że zaczynając przygodę z ogrodem totalnie nie znałam czegoś takiego jak ph czy ziemia próchnicza czy jakaś tam inna…Kalina została po prostu posadzona w ziemi ogrodowej. Bez żadnych dodatków czy nawozów 😉 Oczywiście woda, lałam dużo wody. Tym bardziej, że pierwsza kalina to był prezent, który dostałam od cioci Olgi. Przyjechała do mnie maleńka sadzonka z pięknymi białymi kulami… Nie były to jakieś ogromne kule, ale te kwiaty wprawiły mnie w zachwyt… I im więcej poświęcałam jej uwagi, rozmawiałam z nią tym więcej w głowie się działo… Zapragnęłam jej mieć więcej… Więcej takich drzewek, krzewów…

Istnieje coś takiego jak przyciąganie… I tego tez nie wiedziałam a często to stosuje… Także uważaj o czym myślisz, o czym marzysz bo się spełni. I to jest prawda… Przyciągaj do siebie te dobre rzeczy, te o których marzysz… To nawet niech będą małe rzeczy a z czasem zaczniesz marzyc o wielkich rzeczach… czasami wystarczy powiedzieć… Jej ja bym chciała … i tutaj to co pragniesz… Nie ważne jak a się spełni… I to w każdej dziedzinie Twojego życia. Myśl nawet o tych złych … Ja myślę. Bo gdy za długo już nie pada… A ogród potrzebuje chłodu i wody… Myślę właśnie o deszczu. I tadam spełnia się. Niesamowite jak magia przyciągania działa… I od paru dni kalina właśnie przyciąga swoją uwagę. I myślałam właśnie, żeby kiedyś… Nie ważne kiedy miało to nastąpić. Miałam napisać wpis o kalinie na blogu. I co ja właśnie robię. Piszę i dzielę się tym teraz z Tobą… Bo kalina na to zasługuje… Tym bardziej, że nie wymaga tak wiele… A swoją urodą, kwiatami nie musisz zmuszać się, żeby na nią spojrzeć. Właśnie grzech nie spojrzeć 😉

Kalina jak kwitnie wygląda obłędnie. Białe kule- jedne większe jedne mniejsze… Im większe tym cięższe. Gałęzie aż uginają się pod ciężarem kwiatów i wygląda to zjawiskowo… wygląda jakby miejsce jej naprawdę służyło. Klimat i towarzystwo… Dlatego zaraz po przekwitnięciu obcinam gałązki, które w najbliższym czasie mogą przysłonić mi krzewy hortensji bukietowych… Dlatego są kaliny, które formuję… Jedne na drzewka, jedne na krzewy, a jedną kalinę prowadzę na nóżce… I są krzewy, które są posadzone wzdłuż warzywniaka, znaczy jakieś dwa metry od warzywniaka, by w przyszłości nie dawały za dużo cienia warzywniakowi… Te kaliny rosną jak chcą… To ma być naturalistyczny widok, bez mojej ingerencji… Jedynie co to na wiosnę podrzucam obornik i podlewam latem, gdy jest taka potrzeba.

Przekonałam się też, dlaczego kalina jest uważana tak jak magnolia – za królową ogrodu … Moja magnolia odm. Susan już pomału kończy swoje kwitnienie… I przyjdzie teraz czas na kaliny… Tak to one przez jakiś czas będą królowały w ogrodach… Te białe damy będą zwracać na siebie uwagę… Już zwracają i zawracają w głowach… Ten co jeszcze jej nie ma zapragnie ja mieć hihi. Mówię Ci … Tez tak miałam… Miał być dzisiaj spacer do sauny, troszkę miałam Ci opowiedzieć o naszej bani ale no jak widzisz kalina zawróciła mi w głowie i to nie jedna…bo mam ich parenaście… I to nie tylko te kule, ale są kaliny z kwiatami delikatniejszymi od kaliny koralowej- jest duży płaski kwiat z kilkoma kuleczkami , które są w otoczce i są kaliny z również płaskimi kwiatami , mniejszymi za to kuleczek wokół kwiatka jest sporo… Każda kalina jak dla mnie zasługuje na miano królowej. Nie liczy się wielkość drzewka, krzewu… ale też wielkość kwiatu … Każdy się liczy.

Okazuje się też, że kalina może rosnąć dziko w lesie… Może. A dowody pokaże wkrótce. Jak tylko zakwitnie… Może nasionko przyszło tutaj z wiatrem, może przyniósł ptak, nie wiem i tak kalina rośnie i kwitnie od kilku lat w lesie… I to w zaciemnionym miejscu. Wytrwała bardzo jak na warunki, które nie są sprzyjające. Rośnie pod nią mnóstwo paproci, chwaściorów, krzaczków. I ona sobie tam jest. Nic jej nie przeszkadza… Nawet nie chwyta ją mszyca…I tak właśnie. Kalinę lubieją mszyce… A jak mszyca to i mrówki przywędrują. Ja mam swój naturalny sposób na mszyce. niestety musi być ingerencja. Jak nie zrobimy z tym coś, to pączki nie zakwitną, kwiaty się nie rozwiną… Ja stosuję od dość dłuższego czasu gnojówkę z pokrzyw. Przyznam, że ten zabieg nie należy do przyjemnych ale efekty są. I to nie od razu. Bo nie wystarczy raz spryskać , jak dokładnie czasami wystarczy spryskać chemią -raz i efekt murowany… Ja to robię co kilka dni… I musi być tez pogoda. I dobrze jest też podlać taką gnojówką kalinę. Na wzmocnienie.

Kalina nie jest żarłoczna. A przy podlewaniu hortensji, jak już przy niej przecież jestem to też podleję. Jej korzenie uciekają w głąb ziemi w poszukiwaniu wody… Inne kwiaty tez tak robią… I nie tylko kwiaty. Bo z pomidorami też tak się robi… Żeby się dobrze coś zakorzeniło. Po posadzeniu tak obfite podlanie a potem , można tak zrobić lub nie- odczekać i obserwować roślinę, co robi, co się z nią dzieje… Czy taki zabieg posłuży czy lepiej ingerować i podlać właśnie dla świętego spokoju. I ja na niektórych roślinach. Nie będę kłamać próbuje tak robić. Sprawdzam czy faktycznie dane drzewo, krzew czy cokolwiek innego sobie poradzi tak czy inaczej…

Okazuje się, że duży wpływ ma jednak nie tyle co ziemia, jaką dysponujemy ale otoczenie również ma znaczenie. Rośliny sobie wzajemnie pomagają. Tak jak w warzywniaku… Towarzystwo , otoczenie ma znaczenie. Jedno ma wpływ na drugie… Kalina chroni np. u mnie podmuch wiatru na wrażliwe rośliny, wysokie – czyli mówię tu o liliach i daje cień – czyli chroni hortensje przed palącym słońcem… Jednym słowem uważam ją też za niezniszczalną. Ponieważ, kiedyś przesadzałam jedną kalinę i został jak się okazało kawałek korzenia i kalina odbiła właśnie z korzonka… A miałam tam już coś innego posadzonego. Musiałam zrobić dogłębne czyszczenie i jak się znowu okazało. Były dwie nowe sadzonki… I też o tym nie wiedziałam. A tak się widać może zadziać.

Czy kalinę czasami nie zalicza się do roślin inwazyjnych ? hihi. Powiedziałabym, że tak … BO u mnie opanowały już cały ogród. Przechadzki obok takich , zwłaszcza kwitnących to jest widok niecodzienny i czasami są te lata, że kwitnienie jest krótsze. Deszcz, słońce, dużo deszczu i kaliny zaczynają się osypywać… I zaczyna spadać, a jak wieje to biały deszcz- równie cudny widok. Lubię ale będę tęsknić za tym widokiem… i znowu przyjdzie czekać rok… Cóż taka natura. Na szczęście są zdjęcia i filmiki i to co w naszych głowach…

I nie wiem czy u wszystkich, i tylko jedna kalina tak ma, ta pierwsza moja kalina w ogrodzie posadzona, powtarza kwitnienie raz jeszcze. Nie oczywiście obfite kwitnienie. Są to pojedyńcze kwiatki, które ukazują się późnym latem…I te kwitnienie oznacza, że zbliża się jesień… Tak jesień… Może i u Twojej kaliny tak się dzieje . Daj znać w komentarzu. Czy moja to jakiś wybryk natury, no nie wiem…

Maj , ach ten maj i właśnie teraz pomału zbliża się ich czas kwitnienie… U jednych kwitną szybciej, u jednych później. Całkiem normalne… Jednak ze względów pogodowych mają w tym roku lekkie opóźnienie… Nic nie szkodzi… I całkiem fajnie to wypadnie, bo bukiet z gałązkami kwiatów myślę, że to bardzo fajny pomysł , by podarować go swojej mamie na dzień Mamy . Wstawiony do wazonu utrzyma się kilka dni. Pod warunkiem, że będziemy wymieniać wodę i ja też dodaję łyżeczkę cukru… Kwiaty stoją dłużej…A te które jeszcze dobrze nie krzyczą bielą, nabierają tego białego koloru… Bo kiedy tulipany przekwitają, bo już u mnie przekwitają. Bukiety nie będzie… Kalina nada się idealnie. Do tego troszkę zielonych akcentów i kokarda. I cicho – bo mam nadzieję, że mojej mamie się spodoba… Ale najważniejsze to spędzić ten dzień z mamą…i powspominać , nacieszyć się sobą… Świat goni do przodu jak szalony. I my też się ciągle wszyscy gdzieś śpieszymy… A o rodzicach czasami zapominamy… bo jesteśmy na swoim, że tak powiem, bo pracujemy… bo jest inaczej jak kiedyś. I to mówię ogólnie. Bo tak jest. Ludzie tacy są… Więc życzę wszystkiego najpiękniejszego każdej mamie która to teraz czyta. Życzę zdrowia, miłości, wielu łez szczęści, cudownych chwil ze swoimi pociechami i to każdego dnia… Niech każdy dzień będzie wspaniały. Do usłyszenia.

Pozdrawiam. Agata.

Facebook Comments

2 Replies to “Kalina.”

  1. Agatko!
    Bardzo interesujący post. Kwitnące kaliny są przepiękną ozdobą ogrodu.
    Miałam kiedyś ten piękny krzew. Niestety, pewnego razu pękła rura wodociągowa i koparka uszkodziła korzenie kaliny.
    Pozdrawiam serdecznie:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *